Wyczekiwany sezon Asseco Resovii nadejdzie właśnie teraz?


Na zdjęciu Damian Schulz, nowy zawodnik Asseco Resovii (fot. Asseco Resovia)
Na zdjęciu Damian Schulz, nowy zawodnik Asseco Resovii (fot. Asseco Resovia)

Gdy po blamażu z końcówki zeszłego roku, przegranym szlagierze z Onico bez ugrania nawet seta, z Asseco Resovii zwolniony został Roberto Serniotti, a w jego miejsce pojawił się stary-nowy szkoleniowiec, dotychczasowy dyrektor sportowy klubu Andrzej Kowal, nastroje kibiców w Rzeszowie były wyraźnie podzielone. Jedni cieszyli się, wierząc w myśl trenerską byłego dowodzącego naszą B-kadrą. Znaleźli się jednak również kręcący z niedowierzaniem głową, który nie mogli przestać powtarzać jednego wymownego przysłowia: „nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki”.

Niewiele zmieniło się po zakończeniu kampanii PlusLigi – głosy zwolenników AK mówiły, iż „to za mało czasu, aby przeprogramować ekipę po zmianie”, z drugiej strony zaś pojawiały się grzmoty jak: „miał być medal, jest jak zawsze z Kowalem”.

Kto więc ma rację i czy Andrzej Kowal wykorzysta ponowną szansę na samodzielne zbudowanie drużyny, która realnie powalczy o powrót najważniejszego siatkarskiego trofeum do stolicy Podkarpacia?

W najistotniejszych rozgrywkach siatkarskich mamy przerwę – Rosja zgarnęła złoto Ligi Światowej, Polska zawiodła (choć nie do końca). Zbliżają się Mistrzostwa Świata i wielkie emocje na włoskich i bułgarskich parkietach. Ten czas przynosi wiele ruchów transferowych – składy są dopinane na ostatni guzik.

Przynajmniej w większości ekip siatkarskiej ekstraklasy, bo są wyjątki – jak np. opisywana przeze mnie Duma Podkarpacia. Skład prezesa Górskiego znany był mediom długo przed meczami o 5 miejsce z Jastrzębianami – stanowi to pewnego rodzaju pozytywny (?) ewenement.

Na twitterze przewijały się doniesienia o Damianie Schulzu, Kawice Shojim, czy Rafale Buszku. I jak okazało się później – rewolucja stała się faktem.

Nie tyle powiedzieć, że wymieniony został trzon drużyny, co po prostu jej większość. Nie będziemy na Podpromiu oglądać swoistego odkrycia Andrei Gardiniego, a później jego rodaka – Serniottiego – Olka Śliwki, nikogo z polsko-czeskiego duetu rozgrywających, czy wieloletniego kapitana i ulubieńca kibiców – Johena Shopsa.

W ich miejsce przychodzi nie byle kto – wyżej wspomniany przeze mnie Schulz dla osób głębiej siedzących w temacie PlusLigi z pewnością nie jest postacią anonimową. Wychowanek Jokera z Piły, który przez wiele lat siatkarsko dorastał przy słynnym „jeźdźcu bez głowy” – Murhpym Troyu, wyrósł na kogoś, kto w najważniejszych momentach nie ma układu nerwowego. Gdy Treflowi nie szło, on włączał drugi bieg – z dokładnymi wystawami TJ-a Sandersa w zasadzie sami wygrywali mecze (+ oczywiście ściana na środku). Przez ekspertów z Polsatu Sport wybrany został – obok Jana Hadravy – bombardierem sezonu. Z pewnością, jest to – myślę, że w całej lidze – najbardziej wartościowy transfer na pozycji atakującego. Choć inne nazwiska również zachwycają – Konarski i Kurek w – odpowiednio – Jastrzębiu i Stoczni, to również nie lada hity i wielka gratka dla kibiców. Nie wspominając o nowym nabytku Cerradu Czarnych

Dwójka sypaczy to sprawdzone nazwiska i – nie zawaham się tego powiedzieć – nazwiska dwie klasy lepsze od poprzedników. Tylko czy jakość nazwisk przełoży się na jakość gry? Redwitz to były ulubieniec rzeszowskiej publiczności, a Kawika Shoji – drugi, po będącym nie do zdarcia Christensonie rozgrywający reprezentacji USA. Przychodząc kolejno z Arago de Sete i włoskiej Monzy muszą być świadomi, jak wielki projekt szykuje się w Rzeszowie. I z pewnością są. I znów – próżno szukać hitów na popularnej sypie w innych teamach –  inne ekipy postawiły na stabilizację i wzmocnienie innych pozycji – choć Szczecin i na to znalazł pieniądze – kontraktując Łukasza Żygadłę i – dla konkurencji – właśnie z Resovii – Lukasa Tichacka. Nie porywają oponenci do walki o medale – Zaksa co prawda to klasa Toniuttiego, ale brak zmiennika na poziomie może odbić się mocno. Skra – dla rywalizacji – postawiła na młody talent z Radomia – Karola Droszyńskiego, a Trefl zmienił Kanadyjczyka na reprezentanta Polski – Marcina Janusza. Na papierze – znów najlepsze transferowe poczynania mamy na własnym podwórku.

Przyjęcie to zawsze największe zaskoczenia i hity, i jakby na potwierdzenie moich słów – kilka nazwisk: Hoag w Szczecinie, Penchev w Szczecinie, Mijailović w Gdańsku, Schott w Gdańsku, Kovacević u Kuby Bednaruka, Langlois w Będzinie, Fromm i Lyneel pod wodzą de Giorgiego – i wreszcie – hit hitów – Matej Kazijski (do spółki z Rado Stojczewem) nad Zalewem Szczecińskim. Moje dziecięce marzenie odnośnie jego gry w Polsce zostało spełnione. Jak do tak ogromnych poczynań na transferowym rynku ustosunkowała się Resovia? Myślę, że całkiem nieźle, choć na twitterze wiele osób mocno smuciło się brakiem Alka Achrema, który postawił na zasilenie składu Jurajskich Rycerzy. Mika i Buszek to para ligowców, którzy mogą dopełniać się z Rossardem całkiem nieźle. Do tego Szerszeń i mieszanka wybuchowa. Mimo iż Rafał jest bohaterem wielu memów i aktualnie jest dość underrated, to wróżę mu odrodzenie, bo pod batutą Gardiniego, gdzie pierwsze skrzypce grał Deroo, ciężko było byłemu zawodnikowi Koziołków wyjść przed szereg.

Środek to co roku kosmetyka – a jednak kilku znaczących korekt się doczekaliśmy. Zawiercie na Rzeszów zamienił David Smith – siatkarz roku w USA. Człowiek monster-block, obok którego nie da się przejść obojętnie. Charakterystyczny blondyn z aparatem słuchowym jest przedmiotem moich obserwacji odkąd z Kohutem stanowili o sile bloku Radomia. I mimo wieku, ciągle robi progres, a to rzadko spotykane. Ku mojemu niezadowoleniu, na wypożyczenie wysłano Chinenyeze, który jest tak nieprawdopodobnym talentem, że – jak sądzę – Heynen byłby w stanie wiele zrobić za jego polskie korzenie. Co prawda, największy hit na środku należał do Skry – Kuba Kochanowski to niekwestionowana ciepła bułeczka na siatkarskim transfermarkecie, ale po Bełchatowie.. długo, długo nic. Zaksa bez zmian, choć może to prawda, że tego, co dobrze działa, nie trzeba zmieniać.. Jastrzębie z dwoma nabytkami – obaj zawodnicy wyrwani z Miedzowej zbroi – Hain i Gunia. Gdańsk wzmocnił się jedynie studentem z Krakowa – Bartkiem Modrylem, a zaskoczyła znów Stocznia i o dziwo – Onico! Simon van de Voorde i Graham Vigrass to nazwiska z pewnością rozpoznawalne dla fanów siatkówki.

Niczego nie brakuje, by w Rzeszowie – podobnie jak w Szczecinie – wypłynąć na głęboką wodę. Sternik mocno trzyma za kierownicę pokładową, załoga obserwuje, czy nie nadciągają nieproszeni goście, a specjalni goście w postaci sponsorów pomagają jeszcze bardziej.

Nic, tylko wygrywać.. Nic, tylko sprostać oczekiwaniom.. Nic, tylko zdobywać medale.. Nic, tylko te złote.

 

Komentarze 2

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Autor artykułu niech się dowie najpierw co znaczy przysłowie: „nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki” bo widać, ze nie ma zielonego pojęcia.

Wyczekiwany sezon Asseco Resovii nadejdzie właśnie teraz?

zaloguj się

masz newsa? wrzuć go do nas!

Nie masz konta?
rejestracja

zresetuj hasło

Wróć do
zaloguj się

rejestracja

zarejestruj się i stwórz lub dołącz do grupy, która Cię interesuję

Captcha!
Wróć do
zaloguj się