Wielki talent z wielkim ego – niesamowity Radosław Adamski

Czytałem ostatnio kilka felietonów, w których dość obszernie opisywany był mecz Resovii z Górnikiem z Łęcznej. Spotkanie, określane dla Pasiaków jako zwycięski remis podsumowane było chyba na wszystkie możliwe sposoby. Nie znalazłem jednak ani słowa o strzelcu drugiego gola, Radku Adamskim, który z meczu na mecz imponuje mi coraz bardziej.

Gdy poznawałem Radka, około 4 lata temu – miał 21 lat, jego gra na hali powodowała ciarki na plecach u większości rywali pierwszoligowego Heiro, o którego sile wraz z klubowymi współpartnerami – Piotrkiem Krawczykiem i Sebastianem Fedanem  – stanowili.

Rozpoczynała się wtedy moja powolna przygoda z sędziowaniem wszelkich odmian piłki – tej na trawie, tej na hali.. i właśnie tak, pewnego razu jeden z moich pierwszych mentorów – dzisiejszy sędzia jednego z najwyższych futsalowych szczebli rozgrywkowych w kraju – opowiedział mi o nim więcej.

Dał się poznać jako wariat z dość mocnym kręgosłupem. Z chłodną głową, która zawsze pomagała w najtrudniejszych momentach. Nawet na Amatorskiej Lidze Futsalu, którą przez pewien okres miałem okazję koordynować do spółki z jednym z najlepiej zorganizowanych ludzi, jakich poznałem – Łukaszem Krawczykiem – gdy często celem rywali były jego nogi, a nie piłka – potrafił zachować spokój i dać swojej drużynie konkretną przewagę.

Kilka miesięcy później, za sprawą dużego zaangażowania w Rzeszowskie Dziki w trakcie sezonu (jak dobrze pamiętam, przez większość meczów jednego z sezonów, zapoczątkowanego meczem z Nbitem Gliwice, gdzie czerwień obejrzał Kuti byłem wpisywany jako kierownik zespołu) miałem okazję pojechać z – wtedy (nie zawaham się użyć tego słowa) moimi idolami na turniej do Węgier.

Od początku projekt Heiro jawił mi się bardzo mocno… ekumenistycznie. Z jednej strony barykady Resoviacy od urodzenia – Sławek Świst, Marcin Pietrucha, Sebastian Fedan, Piotrek Krawczyk, czy protagonista tego artykułu. Z drugiej chociażby Sebastian Brocki ( a jeszcze dalej „tarnowski”) Rafał Piszczek. Robiła wrażenie ta inicjatywa łącząca piłkarzy obu zespołów. Wydawało mi się, że to taka odwrotność punktu zapalnego, który ciągle prowadzi do burd i bijatyk. Po prostu cieszyłem się z tego, jak to wyglądało.

I szczerze – po kilku latach – tamten wyjazd na Węgry zapadł mi bardzo mocno w pamięć. Nie tylko dlatego, że zjadłem najlepszą pizzę cztery sery, nie tylko dlatego, że razem z wyżej wspomnianą ekipą szukaliśmy naszego zamówionego noclegu przez prawie 4 godziny. Ale dlatego, że poznałem zawodników, których znałem z boiska, czy też z krótszych, nic nie wnoszących rozmów, bliżej.

Niektórzy po mszach chodzili na kremówki, my zaś po turnieju biegliśmy po spaghetti.. i nie zaprzeczę, że głównie za moimi narzekaniami i ciągłym umieraniu z głodu. Właśnie na jednym z takich wyjść – przy dłuższej rozmowie z Resoviacką ekipą z kilku akapitów wyżej zobaczyłem jacy to są niesamowici ludzie. Nie tacy, jakimi chcieliby ich uczynić złośliwi media. Nie wojujący ze sobą, a po prostu stukający się kuflami ze złocistym napojem. Po prostu FC Rzeszów.

I gdzie w tym wszystkim Radek Adamski, mógłby zapytać ktoś złośliwie? Otóż spieszę z odpowiedzią.

Do tej pory pamiętam, jak na zegarku wybijała 22:58, a znajomi z wyjazdu patrzyli z przerażeniem na zegarek, bowiem za dwie minuty na Węgrzech zaczynała się prohibicja.. i wieczór z pewnością nie byłby tak udany. W końcu wszystkie zaplanowane artykułu wysokoprocentowe udało się kupić, a obciążony ich noszeniem został oczywiście najmłodszy.. czyli ja. Nie byłbym sobą, gdybym czegoś nie rozwalił.. i jedna z butelek zalała mnie w zasadzie w całości (do tej pory nie wiem, jak to zrobiłem).

Jako, że był to chyba ostatni dzień przed wyjazdem, nie miałem już czystych ciuchów, w które mogłem się przebrać. Wtedy z pomocą przyszedł mi Sławek Świst, który ubrał mnie w białą koszulkę Resovii, dodając „tylko to Adamskiego, nie pobrudź”.

I tak, kilka dni później, gdy węgierskie przygody z policją po kradzieży dokumentów i pieniędzy, której dokonano na jednym z naszych zawodników o „bujnej” czuprynie, a kąpiele w Balatonie dobiegły końca, wróciłem do Rzeszowa. Wyprałem koszulkę, którą otrzymałem i chciałem oddać właścicielowi. Z Radkiem nie miałem jednak żadnego kontaktu. Temat się urwał. Ja odsunąłem się od Heiro i poświęciłem w wir pasji – sędziowania. Dziki potraktowałem jako melodię przeszłości i coś, co da mi wspomnienia, o których będę opowiadał wnukom. A wszystkich, których tam poznałem – zacząłem traktować jak wzory profesjonalizmu (szeroko pojętego).

W międzyczasie, w przerwach od sędziowania, pojawiałem się na meczach przy Miłocińskiej. Zawsze byłem pod wrażeniem właśnie Radka Adamskiego, Seby Brockiego (choć on to późniejsza era) i Piotrka Krawczyka. Zastanawiałem się, jak to możliwe, że zawodnicy z takimi umiejętnościami, podejściem i możliwościami wciąż grają na czwartym szczeblu rozgrywkowym w kraju?

Pytanie pozostawało jednak bez odpowiedzi przez dłuższy czas. Dłuższy czas, w którym zakończyły się przygody z Resovią np. Piotrka Krawczyka, czego do dziś nie rozumiem (bo do dziś nie poznałem zawodnika z takim sercem do gry!).

Nowym rozdziałem w moim życiu było Podkarpacielive. Po namowach znajomego, po dłuższym rozbracie z piłką, wróciłem. W roli komentatora, na mecz Czarnych Jasło z Polonią Przemyśl. Stresowałem się debiutem, aż do momentu, gdy zobaczyłem w protokole nazwisko Adamski. Nie wierzyłem własnym oczom – Radek w IV Lidze? Przecież jeszcze niedawno na tablicy śledziłem posty z jego poczynaniami w barwach stalowowolskiej Stali na trzecim szczeblu rozgrywkowym? Trochę otuchy dodał mi fakt jego występu w tym meczu – na myśl przyszły mi chociażby te Węgry, czy wiele perypetii zza kulis i od kuchni z szatni Heiro, których jednak nie wywlokę na światło dzienne.

Radziu potwierdził nietuzinkowe umiejętności, notując 2 asysty i strzelając gola. Wręcz rozpływałem się nad jego grą, zastanawiając się jak zawodnik tej klasy może stawać w szranki z piłkarzami, którzy są o stopień przed (!) okręgówką..

Z czym więc był problem z Adamskim w 2 lidze? Gdy grał, to grał pewnie. Nie bał się ryzyka, wierzył we własne umiejętności.. no właśnie. Wiara we własne umiejętności. W przypadku Radka ta wiara jest położona bardzo blisko pychy, a wiemy, że ta kroczy przed upadkiem. W jego wykonaniu niejednokrotnie widziałem efektowne dryblingi dające mu wiele przestrzeni, a nawet takie otwierające drogę do bramki przeciwnika. Ale ile było strat? Ile razy Radek aż za bardzo postawił na siebie, nie doceniając chociażby Mistrzyka, czy Trąbki – kolegów z boiska ze Stalowej.

Postanowiłem przejrzeć materiały – mecze, w których występował Radek, a za dostęp do których nie będę musiał płacić miliona monet. Potwierdziło się to, o czym myślałem – jedyna rzecz, która mogła równać się talentowi Radka – temu nieoszlifowanemu diamentowi – było jego ego.

I nie zrozumcie mnie źle, nie chodzi o ego czysto negatywne, a o  to negatywnie odbierane. Radek nie jest kimś, kto nie ma do niego podstaw. Bo możecie szukać drugiego takiego cofniętego bocznego pomocnika, ale ze świecą – i nie gwarantuję. Jest jedyny w swoim rodzaju i jego charakterek też ma swoją pikanterię.

Od początku następnej kampanii Radosław wrócił do domu – na Wyspiańskiego, gdzie powiedzmy sobie szczerze – miał kilka spraw do załatwienia. Pierwszą było oczywiście udowodnienie swojej wartości, możliwości, bo bycie docenionym jest dla 25-latka bardzo ważne. Drugim powodem była chęć walki o 2 Ligę, która w Rzeszowie malowała się bardzo wyraźnie. Powstała silna drużyna, której mierzący 184cm wzrostu zawodnik miał być filarem. I był – wystąpił w  28 z 34 meczów ekipy Szymona Grabowskiego – nie strzelając bramki, ale zaliczając niezliczoną liczbę asyst 1 i 2 stopnia. Przez cały sezon został napomniany tylko dwukrotnie – co też pozwalało zachować Pasiakom pewnego rodzaju bufor bezpieczeństwa.

Na drodze mojej dziennikarskiej przygody spotkałem Go w Oświęcimiu, gdzie więcej niż transmisji było problemów technicznych – Resovia wywiozła cenne trzy punkty, do czego kilkakrotnie przyczynił się Radek i wróciła z tarczą. Z tarczą, która pomogła im oddalić nadchodzący kataklizm, którym była pogoń Motoru Lublin i peletonu – KSZO Ostrowiec Świętokrzyski i Stali Rzeszów.

Gdy wydawało mi się, że powoli będę wygaszał projekt podkarpacielive i super przygodę z mikrofonem, moje zdanie zmienił boss – Przemek, który napisał mi wprost -, że chce abym pomógł w tym roku przy projekcie PPV 2 Ligi. Znów poczułem się potrzebny i od początku chciałem wziąć się ostro do roboty. Przeglądnąłem więc prognozowane 11 wszystkich zespołów z 3 szczebla rozgrywek.

Z kartki, jak z obrazka spoglądał Radek Adamski – wytypowany na bocznego defensora/pomocnika w ekipie Rafała Rajzera.

Sezon zacząłem właśnie od komentrarza meczu Resovii ze Zniczem, w którym Radek na boisku się nie pojawił. Wspomniałem na wizji kilkakrotnie, że jest to dla mnie niezrozumiałe i, że dla mnie to on był ratunkiem Pasiaków w tamtym dniu. Nie pomogło.

Nie inaczej zaczęło się w Boguchwale w meczu ze Stalą Stalowa Wola – ale wszystko zmieniło się, gdy Adamski wszedł do gry – powiew świeżości i pewności siebie (wreszcie tej pozytywnej) dał się we znaki piłkarzom Stali, a zwłaszcza Alanowi Dziubińskiemu, który do tej pory chyba nie zapomni Radkowi tego upokorzenia, które kilka razy zafundował mu dryblingiem. Perfekcyjny występ spuentował asystą, zagraną do byłego gracza Wołynia Łuck – Wadyma Staszkewycza. Byłem pewny, że „kupił” sobie miejsce w składzie. A wyraz twarzy dumnego pawia tylko to potęgował.

W ostatnią niedzielę – wracając z niedzielnych baletów – idąc przez rzeszowską Main Street – natknąłem się właśnie na jednego z moich ulubieńców, w towarzystwie piłkarza Heiro, którego serdecznie pozdrawiam. Radziu, choć długo mnie nie widział, poznał bez problemu i szybko zamieniliśmy kilka zdań o tym, co zmieniło się w naszym życiu. Powiedział mi o uwagach co do komentarza, o tym, co mu się podobało, a co nie. Ogólnie – bardzo fajna wymiana zdań, konkretna i bezprecedensowa.

Gdy spytałem Radzia, co w takim razie dalej – grają dobrze, ale nie ma punktów. Z Rybnika wrócili z zerowym dorobkiem, a sytuacja nie jest kolorowa. Adamskiemu zaświeciły się oczy – uśmiechnął się i powiedział tylko w swoim, aroganckim, ale też przyjaznym tonie: „Spokojnie, ta liga jest nasza. Prędzej czy później.”

A co zrobił i jak zagrał w meczu z Górnikiem Łęczna – jest po prostu historią.

Czy Radkiem zainteresuje się ktoś więcej? Ktoś wyżej? Myślę, że z taką grą to kwestia czasu. Czy spokornieje? Nie sądzę. Ale to jest właśnie w nim najlepsze, że jest polskim Nickiem Kyrgiosem piłki nożnej. I niech tak zostanie.

Aż do zawieszenia butów na kołku. Oby gdzieś w Ekstraklasie, bo zawodnikowi z takim potencjałem, nie życzyć tego, to po prostu grzech.

13 thoughts on “Wielki talent z wielkim ego – niesamowity Radosław Adamski

    1. Piszecie jakby został królem 2 ligi nie za wcześnie bo jeszcze niczym wielkim sie nie wykazał. trochę pokory i zobaczymy co bedzie już nie jeden przez taka reklamę zaniknął na zawsze .

  1. I simply want to tell you that I’m very new to blogs and definitely liked this web page. Most likely I’m planning to bookmark your website . You really come with impressive articles and reviews. Appreciate it for sharing your blog site.

  2. Hi! I know this is somewhat off topic but I was wondering if you knew where I could find a captcha plugin for my comment form? I’m using the same blog platform as yours and I’m having difficulty finding one? Thanks a lot!

  3. Great – I should definitely pronounce, impressed with your site. I had no trouble navigating through all the tabs as well as related info ended up being truly simple to do to access. I recently found what I hoped for before you know it in the least. Quite unusual. Is likely to appreciate it for those who add forums or anything, website theme . a tones way for your client to communicate. Nice task..

  4. I want to express my love for your kind-heartedness for individuals that require help with this particular idea. Your special commitment to getting the solution along ended up being especially functional and has really permitted folks just like me to reach their dreams. Your new invaluable report implies a lot a person like me and somewhat more to my office colleagues. With thanks; from everyone of us.

  5. Hi there! This is my first comment here so I just wanted to give a quick shout out and tell you I really enjoy reading through your articles. Can you recommend any other blogs/websites/forums that deal with the same topics? Thanks a ton!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przejdź do paska narzędzi