Jakub Sieradzki z Rugby Rzeszów: „To sport dla dżentelmenów”


Powiadają, że to ulubiony sport dżentelmenów. Kilkunastu twardych facetów, potrafiących powybijać sobie zęby podczas meczu, by zaraz po nim przybijać piątki. Sędzia, który jest nietykalny i nie ma mowy o podważaniu jego decyzji. Witamy w świecie Rugby, który w Rzeszowie już dawno postawił pierwsze kroki. Zapraszamy na wywiad z Jakubem Sieradzkim, menadżerem Rugby Rzeszów.

 

– Czy mógłbyś przedstawić się naszym czytelnikom i powiedzieć co nieco o swojej pasji?

Jestem grającym menedżerem klubu Rugby Rzeszów. Rugby interesuję się od kiedy w trakcie studiów wyjeżdżałem do pracy wakacyjnej na Wyspy, będzie już ponad 10 lat. Tam rugby to sport-religia. Olbrzymia tradycja, wartości. Zawodnicy są cenieni, poważani. Można powiedzieć, że to autorytety. Zupełnie inaczej niż piłkarze, jak choćby Wayne Rooney. Rugbista ma dawać przykład również poza boiskiem.

– Pamiętam, że pierwsze próby stworzenia drużyny Rugby w Rzeszowie sięgają 2006 r. – pojawił się wtedy ciekawy temat na forum sfd.pl. Następnie zamiast rugby w Rzeszowie pojawiła się drużyna futbolu amerykańskiego – RAVENS. Później drużyna AZS, z której wywodzi się Wasz team, tak?

– Usystematyzujmy. Początki naszej drużyny to lata 2010-2011. Wtedy, wokół braci Kamila i Otka Poprawów, zebrała się grupa chłopaków, którzy kochali tę dyscyplinę, ale nie mieli możliwości treningu. Zorganizowali więc boisko, sprzęt i zaczęli trenować. Pierwsze występy w turniejach organizowanych przez Polski Związek Rugby miały miejsce w roku 2012. Później powstała sekcja rugby na AZSie Uniwersytetu Rzeszowskiego. Ja trafiłem do drużyny pod koniec 2015 r. Lubiłem oglądać rugby, sprawdzałem wyniki, ale chciałem zagrać. Pogooglowałem. Jest drużyna w Rzeszowie, więc zadzwoniłem do trenera Łukasza Godka. Moim pierwszym pytaniem było „czy nie jestem za stary?„. Miałem wtedy 29 lat. Dziś jestem najstarszy w drużynie. Trener jest ode mnie 3 lata starszy.

Od wspomnianego sezonu 2014-2015 startujemy dość regularnie w rozgrywkach Pucharu Polski i turniejach międzynarodowych w olimpijskiej odmianie rugby, tzw. ”siódemkach”, w której, jak sama nazwa wskazuje gra się po siedmiu.

Po kilku treningach wiedziałem, że rugby to jest to. Dziś rugby to duża część mojego życia. Treningi, zarządzanie klubem. Aby uruchomić sekcje młodzieżowe, wspólnie z jeszcze dwoma starszymi zawodnikami robimy kurs trenerski, prowadzony przez Polski Związek Rugby.

– Większość czytelników mniej więcej wie o co chodzi w rugby. Problemy zaczynają się dopiero, gdy pojawiają się „młyny”, „mole”, „spalone”… Czy rugby 7 jest łatwiejsze w zrozumieniu, od rugby tradycyjnego?

– Jeśli ktoś rozróżnia rugby od futbolu amerykańskiego już jest dobrze (śmiech). Przypomnę, że w rugby gramy bez kasków i ochraniaczy, a piłkę podajemy w bok lub do tyłu. Różnica pomiędzy rugby union a rugby 7 jest znaczna, a determinowana jest przede wszystkim liczbą zawodników: 15 w rugby union, 7 w odmianie olimpijskiej. W konsekwencji pojawiło się wiele zmian, między innymi w tzw. stałych fragmentach, jak we wspomnianym młynie, który w siódemkach jest szczątkowy i liczy 6 zawodników, po 3 z każdej z drużyn. W rugby union młyn to poważna „konstrukcja”, licząca 16 zawodników (po 8 z każdej z drużyn). A sam młyn, w obu odmianach ma podobne zadania: przepchnąć przeciwników i zagarnąć piłkę wrzucaną w sam jego środek. To zaledwie jedna z wielu różnic.

Z grubsza, można powiedzieć, że w rugby, podobnie jak w piłce nożnej, mamy do czynienia z ciągłym prowadzeniem gry, która jest przerywana kiedy zawodnicy popełnią jakiś błąd, bądź zagrają nieczysto albo gdy piłka opuści plac gry. Wówczas pojawiają się właśnie te stałe fragmenty, które w rugby są bardzo widowiskowe, jak m.in. wspomniany młyn czy aut.

– Widzę, że rugby to faktycznie znaczna część Twojego życia. Opowiadasz z ogromną pasją, nigdy nie spodziewałbym się, że fani tego sportu znajdą się w Rzeszowie. Na Podkarpaciu niegdyś największym ośrodkiem rugby było Jasło – co prawda w lidze już nie grają, ale co roku odbywa się tam tradycyjny mecz wigilijny. Możesz nam powiedzieć coś więcej o scenie rugby na Podkarpaciu?

– Scena rugby na Podkarpaciu raczkuje. Niestety, jasielskie rugby umarło kilka lat temu. Mecze świąteczne są jedynie przypomnieniem, że kiedyś grano tam jajowatą piłką. Istnieje drużyna Rugby Klub Sanok. Chłopaki robią dobrą robotę, ale póki co nie widzimy ich w Pucharze Polski czy Mistrzostwach Polski w rugby 7. Pojawiają się od czasu do czasu na turniejach towarzyskich. No i jesteśmy my, ze sporymi ambicjami, wizją i planem działania. Cały czas jednak uczymy się rugby na wszystkich płaszczyznach: od organizacyjnej, po czysto sportową. Rzeszów to duże miasto, jestem przekonany, że ma rugbowy potencjał, który obecnie odkrywamy.

Najbliższe, poważne ośrodki rugby znajdują się w Nowym Sączu – Biało Czarni i w Lublinie – Budowlani. Szczególnie lubelska drużyna stanowi dla nas wzór.

– Rzeszów stoi żużlem, siatkówką, rzadziej piłką. Mamy Heiro Rzeszów w futsalu, Juvenie w ręczną, odbudowującą się koszykówkę na ROSiRze w postaci SSK Rzeszów… ale mamy też już słynną drużynę rugby. Flying Wings. Wielokrotni Mistrzowie Polski w rugby na wózkach. Kibicujesz im? Planujecie korzystać z ich doświadczenia? Chcielibyście się na nich wzorować?

– Znam ich! Świetne chłopaki. Reprezentanci kraju! Sportowo jesteśmy sporo za nimi. Rugby to generalnie trudny i wymagający sport. Rugby na wózkach to trudny i wymagający sport do kwadratu. Jest w naszych planach nawiązanie współpracy, na pewno usłyszycie o naszych wspólnych projektach. Na razie zachęcam do kibicowania, bo chłopaki jadą w przyszły weekend do Warszawy walczyć o kolejne mistrzostwo.

– Przejdźmy do najważniejszego – budowy zespołu Rugby Rzeszów. Wspominasz o sekcji młodzieżowej, o kursach trenerskich. Powiedz nam o Waszym zapleczu. Trenowaliście na bocznych boiskach Resovii i Stali, trenowaliście na halach (Gimnazjum nr 7) – błąkacie się dalej po Rzeszowie, czy macie w końcu swoje wymarzone miejsce na treningi?

– To nie tak, na pewno się nie błąkamy. Kiedyś faktycznie drużyna trenowała w wielu miejscach, ale zmieniło się to na plus. Zeszły sezon przetrenowaliśmy na boisku naturalnym, zlokalizowanym za nową trybuną Stadionu Miejskiego w Rzeszowie. W obecnym, trenujemy na boisku przy ul. Skrajnej na osiedlu Staromieście w Rzeszowie. Jest to naturalny obiekt, spełniający większość naszych oczekiwań. Muszę tutaj powiedzieć, że wspólnie z Rockets Rzeszów i Ultimate Frisbee Rzeszów rozmawiamy z Władzami Miasta i są widoki na spore wsparcie infrastrukturalne. Na razie nie mogę zdradzać szczegółów, ale liczymy na Pana Prezydenta.

Co do budowy zespołu, ciągle się uczymy, tak jak wspomniałem zarówno od strony organizacyjnej jak i sportowej. Chcemy aby drużyna była jak najbardziej profesjonalna. Nasz sponsor główny – Browar Revolta, bardzo nam pomaga. Rozmawiamy z kolejnymi sponsorami. Prezesi dużych firm uznają, że warto inwestować w rugby. W planach mamy uruchomienie sekcji młodzieżowych dla chłopców w wieku 12-18 lat (co dwa roczniki odpowiednio młodzik, kadet, junior). Dalej, powołanie drużyny rugby union, która rywalizowałaby w rozgrywkach ligowych. Jest też projekt wejścia do rzeszowskich szkół z lekcjami rugby. Pierwszy taki projekt właśnie startuje we współpracy z IV LO w Rzeszowie. Plany mamy ambitne.

– W filmie dokumentalnym „Klatka” kibice Arki robili sobie boisko z dobrodziejstw natury. Za bramki im służyły drzewa, linie sypali piaskiem, a trawa była przykryta śniegiem – zważywszy na to, że prowadzicie nabór w jesieni, gdzie zaraz sypnie śnieg – przyszli zawodnicy mogą się spodziewać tego, że zmysł budowlany będzie im potrzebny przy organizacji boiska?

– Rugbiści są twardzi, tego uczy nasz sport, ale zapewniam że nie będziemy budować boiska jak we wspomnianym filmie (śmiech). W zimie wchodzimy pod dach: do sali gimnastycznej czy na boiska pod „balonem”.

– Powiedz nam więcej o naborze. Rugby kojarzy się z dwumetrowymi kolosami, ogromnymi facetami, o twarzach zabijaków. Z siłą, walką, bijatykami, ostrymi wejściami… Jest po prostu sportem dla prawdziwych twardzieli. Dla typowych drwali wśród sportowców. Czy szukacie takich ludzi? Czy facet o średniej posturze, biegający 15 sekund na 100 m ma jakieś szanse na angaż?

– Nabory zwyczajowo są dwa: jesienny i wiosenny. Zawodnik aby mógł bezpiecznie uprawiać naszą dyscyplinę potrzebuje około pół roku aby nabrać siły, kondycji, nauczyć się zasad, poznać taktykę, a przede wszystkim złapać odpowiednią technikę. Innymi słowy, zawodnik, który przyjdzie teraz i zostanie z nami do wiosny, wyjdzie na boisko reprezentować Rugby Rzeszów w drugiej połowie kwietnia, odpowiednio przygotowany do uprawiania naszego sportu.

Jest takie powiedzenie, które funkcjonuje w świecie rugby, a które rozpowszechnił Matt Damon, odtwórca roli rugbisty François Pienaara w filmie Invictus – Niepokonany (polecam film!): „Piłka nożna to gra dżentelmenów, w którą grają chuligani, a rugby to gra chuliganów, w którą grają dżentelmeni”. I tego się trzymajmy. Uwierz, że gra o tak złożonej taktyce, nie jest dla drwali. Oczywiście na boisku jest ostro, rugby to kontaktowy sport, ale najważniejszy w naszej dyscyplinie jest szacunek dla rywali i dla siebie samych. Często znajomi pytają mnie „jak to jest, że ci faceci na boisku walczą jak bestie, a po ostatnim gwizdku podają sobie ręce, dziękują za grę”. Takie właśnie jest rugby. Zrozumiałem to dopiero kiedy zacząłem grać.

Co do warunków fizycznych czy przygotowania sportowego to na etapie naboru nie mamy żadnych wymogów. Liczy się jedynie zaangażowanie. Profesjonalni trenerzy znajdą dla każdego zawodnika odpowiednią pozycję na boisku. Ważysz stówę? Świetnie, zapraszamy do młyna! Ważysz 70 kilogramów? Super, grasz w ataku. Serce do gry, to się liczy.

Przypomnijmy. Nabór: wtorek, 7 listopada, godzina 19:00, Staromieście, ul. Skrajna, Boisko do rugby obok Orlika, Rzeszów. Co mają wziąć ze sobą potencjalni kandydaci?

Wystarczy strój sportowy. Na nogi najlepiej korki, ale na pierwszy raz wystarczą zwykłe buty sportowe. Zapowiada się piękna pogoda, idealna na trening rugby.

Wszystkich zainteresowanych serdecznie zapraszamy tutaj: Nabór jesienny Rugby Rzeszów

Rozmawiał Jakub Foryś

Comments 0

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jakub Sieradzki z Rugby Rzeszów: „To sport dla dżentelmenów”

zaloguj się

masz newsa? wrzuć go do nas!

Don't have an account?
rejestracja

zresetuj hasło

Back to
zaloguj się

rejestracja

zarejestruj się i stwórz lub dołącz do grupy, która Cię interesuję

Captcha!
Back to
zaloguj się